czerw.25

Dno.

dodano: 25 czerwca, 13:29 przez arrina


Nie wiem od czego zacząć... Mój świat legł w gruzach - brzmi banalnie, prawda? Zakochałam się. 5 lat temu... Kochałam tak mocno, najmocniej. Był najważniejszy, był wszystkim - przysięgam. Po kilku latach się oświadczył. W końcu się oświaczył... No i miał być ślub. No magicznie miało być! Wiem czym są kłótnie, co to pretensje i łzy. Jednak nic tak nie smakowało jak bycie w jego ramionach. Jak świadomośc, że jest obok. Nie zawsze było różowo. Jednak wierzyłam, że to miłość na całe życie. Znów zabrzmiało banalnie? Planowany ślub, oczywiście nie odbędzie się. Dlaczego? Finanse. Ehhh... Życie. Szkoda, że mój luby pragnie hucznej uroczystości, przepychu i blichtru, na który nas nie stać. Narzeczony choć nie wierzący nie godzi się na ślub cywilny - wiem, szok! Budzi to moją złość, irytacje i niezrozumienie. Dlaczego ateista (no bo nie bójmy urzyć się tego słowa) pragnie ślubu kościelnego??? Dlaczego, powie mi ktoś? No tak... Bo ślub bierze się raz w życiu. Argument słaby, nie uważacie??? Bo gdzie miłość, chęć bycia w świetle prawa małżeństwem? No gdzie... Aaaaaa... Na mieszkanie też nas nie stać... Przepraszam - stać nas na kawelerkę, którą sobie upatrzył... Zlokalizowaną na przeciwko mieszkania jego rodziców. Żart? Niestety nie... Nie wierzyłam. Wciąż nie wierzę... Ja muszę zostawić samotną mamę, wyjechać kilka miast dalej by on mógł czasem doglądać pracującego ojca będącego na rencie górniczej? A gdzie jego żona? Szanowna przyszła i nie doszła teściowa wszystkich ma gdzieś, liczy się tylko ona i jej zawodowe ambicje. Przeżyłabym to, może bym przeżyła... Gdyby nie ta przerażająca odległość do teściów... I zbyt duża odległośc do mamy, która najzdrowsza też przecież nie jest... Dziś zdobyłam się na odwagę i powiedziałam co myślę. Dla jasności nie pierwszy już raz to mówiłam. Jednak chyba pierwszy raz tak stanowczo i dosadnie. Ślubu nie będzie - to moja decyzja. I niestety nie zasmuciła go. Chyba nie. Narzeczony nie chce wziąźć kredytu na ślub, o którym marzy. Cywilnej skromnej uroczystości również nie chce. No to niestety... Nie pogodzi się tego z moją chęcią założenia rodziny. Zwłaszcza, że planowaliśmy ten 2018 rok już w dniu zaręczyn... Jeśli do ożenku się panu nie spieszy to mnie nie spieszy się do wspólnego mieszkania. Zwłaszcza mieszkania obok teściów. Powód? Czy naprawdę muszę to argumentować??? To chyba koniec. Kiedyś nie wyobrażałam sobie życia bez niego - naprawdę. Dziś, choć z bólem serca się do tego przyznaję, wyobrażam sobie. Nie będzie łatwo. Wręcz przeciwnie - będzie trudno, ale poradzę sobie. Muszę. Wiem jedno - nie chcę już nigdy być w związku. Z nikim. Mam dość. To za bardzo boli. Rozczarowania nie są warte miłości. W głębi serca pragnę z nim być... Jednak nie jesteśmy w stanie dojść do porozumienia. Oboje zbyt uparci? Nie wiem...

photo
wszystko: Zdjęcie pochodzi z notki Dno.


Dodaj do:


Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Nie ma jeszcze komentarzy - wyraź swoją opinię jako pierwszy