listopad28

Rozstanie...

dodano: 28 listopada 2017 przez arrina


Nadeszło nieuniknione? Nie wierzę. Przysięgam... Nie wierzę w to co się wydarzyło. Ten jedyny i ostatni... Porzucił tą, którą określał mianem miłości życia, najlepszym co go w życiu spotkało... Jakże słowa są puste - wszystkie słowa. Pryskają jak bańka mydlana. Niech mi ktoś wyjaśni jak można kochać, obiecywać miłość, wierność i te wszystkie inne pierdoły aż do śmieci, a później po prostu odejść? Dlaczego złamane serce tak boli??? No tak, wiem... Z medycznego punktu widzenia - mój mięsień sercowy ma się całkiem dobrze, a przysadka mózgowa wysyła sygnały, ze odczuwa brak bliskości, cierpiąc na nadmiar tęsknoty i błaga o uzupełnienie niedoboru endorfin. 

Dużo przeszliśmy. Dobrego i złego. Za jeden błąd - przekreślił 5 lat. Nie jestem idealna, ale warta miłości i szacunku. Wciąż warta... Dużo zniosłam, naprawdę... Bo kochałam. Szalenie, uparcie, lojalnie i szczerze kochałam. I nigdy już nie pokocham - przysięgam. Przestałam wierzyć w miłość, szczerość słów i wyznań. 

Do sedna... Wiem, wiem... Ostrzegam - historia jest prawdziwa i oburzająca. Jednak proszę... O zrozumienie, nie krytykę... Bo już jej nie zniosę... Dostałam szczeniaka, wymarzonego i upragnionego pieska, który miał być istotą kochającą mnie do końca moich dni... Niestety... Nie oddałam pieska do hodowli na mocy zawartej umowy po tygodniu. Tak - uprzedziłam mojego narzeczonego o swojej decyzji i powiedziałam dlaczego podjęłam taką decyzję. Muszę ze wstydem w oczach przyznać, że nie podołalam opiece nad psem. Żeby nie pogarszać sytuacji, w której się znalazłam postanowiłam zwrócić psiaka w miejsce, z którego został kupiony i dać mu szansę na nowy dom i lepszych właścicieli. Narzeczony mi tej decyzji nie wybaczył. Nie wybaczył pomimo, iż hodowca powiedział, że podjęłam dobrą decyzję bo piesek się do mnie nie przywiązał ze względu na zbyt krótki okres czasu a na dodatek nawet mnie nie będzie pamiętać bo jest po prostu za mały. Wrócił do domowej hodowli i swojego rodzeństwa z miotu, które jeszcze nie zostało kupione. Narzeczony zawiózł mnie do hodowli z szczeniakiem, ale stwierdził że nienawidzi i nie może ze mną być... Zabolało. Wiem, że mojego zachowania nie nalezało wychwalać. Jednak decyzja nie była prosta i wydawała mi się najlepsza - zwrócić szczeniaka mówiąc szczerze co się dzieje. Oddać wszystko, co mu zakupiłam, łącznie z legowiskiem. I żyć dalej, mądrzejsza i roztropniejsza o trudne i wręcz wstydliwe doświadczenie... Popełniłam błąd - przyznaję. I uważam, że zachowałam się najodpowiedzialnej jak mogłam - nie męczyłam psa i nie męczyłam siebie. Nie sprzedałam go. Nie zostawiłam w lesie udając, że  się zgubił... Nie zostało mi to jednak wybaczone. 

Przeprosiłam. Powiedziałam, że kocham. A on... Zerwał zaręczyny. Najpierw wykrzykując mi to w twarz, później pisząc sms... 

 

Nienawidzę go... Równocześnie kochając... Nie chcę go widzieć, mając nadzieję na spotkanie... 

                                     

 




Dodaj do:


Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Nie ma jeszcze komentarzy - wyraź swoją opinię jako pierwszy